Facebook, Instagram, LinkedIn i inne portale społecznościowe zmieniają zasady dotyczące prywatności użytkowników. Ma to związek z niedawnym skandalem wokół Cambridge Analytica oraz zbliżającym się RODO. Wiele osób może być zaskoczonych ich zakresem. Dlatego warto nie akceptować nowych regulaminów bez ich czytania. Użytkownicy, którzy wykażą się wytrwałością znajdą zapisy, które mogą budzić kontrowersje.

Czy RODO ochroni naszą prywatność w internecie?

Już niedługo – 25 maja br. – obowiązywać zacznie europejskie rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Dlatego internetowi giganci wprowadzają odpowiednie zmiany, aby się do niego dostosować. Facebook, Instagram, LinkedIn i wiele innych serwisów ponownie zachęca do zweryfikowania swoich ustawień prywatności. Przy okazji zbierają wszystkie wymagane zgody od swoich obecnych użytkowników. Co więcej, na Facebooku pojawił się również komunikat odnośnie zbliżającej się daty rozpoczęcia obowiązywania RODO.

Zapewne większość z nas nie będzie chciała rezygnować z korzystania z usług komunikatorów ze względu na zmiany w regulaminach i konieczność ich akceptacji. Gdy wyświetli nam się powiadomienie o zmianie polityki prywatności, po prostu klikniemy „zaakceptuj”. Google i Facebook działający w tym obszarze to monopoliści, a niekorzystanie z ich oferty bez pozostawiania informacji na swój temat jest niemal niemożliwe – mówi adw. Katarzyna Kirylczuk, ODO 24.

Otwierając „wyskakujące” okienka jesteśmy przeprowadzani przez kilka ekranów, na których znajdują się szczegóły odnośnie udostępniania i zarządzania danymi. Ponadto na Facebooku możemy się zapoznać z model biznesowym portalu, który opiera się na wykorzystywaniu zebranych informacji do sprzedawania treści reklamowych, przez co trafiają do nas jedynie konkretne i spersonalizowane komunikaty promocyjne.

Co powinno wzbudzić wątpliwości użytkowników?

Kontrowersyjny może okazać się m.in. zapis, w którym Facebook nakłania nas do wyrażenia zgody na rozpoznawanie twarzy. Jeśli to zrobimy, algorytmy stworzą na podstawie udostępnionych zdjęć „wzór” naszych rysów, dzięki któremu analizowane będą następnie wszystkie nowo wrzucane fotografie. Jeżeli znajdzie się na nich nasz „cyfrowy wzór” zostaniemy o tym poinformowani. Portal tłumaczy, że to rozwiązanie ma pomóc w uniknięciu sytuacji kiedy ktoś się pod nas podszywa. Jednak taka baza może stać się łakomym kąskiem dla różnych organizacji.

Pamiętajmy o tym, że dane osobowe to nie jedynie imię, nazwisko i numer PESEL. Jest to spore uproszczenie, prawdopodobnie wynikające z tego, że w przepisach ustawy o ochronie danych osobowych z 1997 r. zaliczano do nich jedynie informacje „pozwalające na określenie tożsamości tej osoby”, dopiero później termin ten rozszerzono na „wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej”, czyli uwzględniono także kolor oczu czy rysy twarzy – wskazuje Katarzyna Kirylczuk, ODO 24.

Niestety kiedy nie chcemy udostępnić niektórych informacji o nas, sytuacja staje się nieco trudniejsza. Trafiamy w miejsce, gdzie ponownie jesteśmy nakłaniani do wyrażenia zgód. Po ponownym „przeklikaniu” dopiero na trzeciej stronie możemy ostatecznie nie zaakceptować niektórych z nowych zasad.

W momencie kiedy wyświetlą się nam komunikaty z prośbą o ponowne zaakceptowanie regulaminu należy poświęcić kilka chwil i przejść przez wszystkie punkty, dokładnie się z nimi zapoznając, a następnie przyjrzeć się zgodom, które zamieszczone zostały do naszej akceptacji. Dzięki temu w pewnym stopniu będziemy mogli ograniczyć portalom i mediom społecznościowym dostęp do naszych danych. Jeżeli jednak nie zaakceptujemy warunków korzystania z danego serwisu, czyli regulaminu i tego jak przetwarzane będą nasze dane, nie będziemy mogli korzystać z danego portalu, ponieważ zgodnie z przepisami RODO administrator nie będzie mógł przetwarzać naszych danych, co ostatecznie oznacza konieczność usunięcia konta  – podsumowuje Katarzyna Kirylczuk, ODO 24.